RAFAŁ MARTON:  - To był dla nas zdecydowanie udany dzień. Chyba na koniec się rozkręcamy. Nie mamy kłopotów z samochodem, oprócz palących się hamulców, o których pamiętamy i jedziemy sprawnie.

 

 Dakar:Mówią po 11 etapie

 

 
RAFAŁ MARTON:  - To był dla nas zdecydowanie udany dzień. Chyba na koniec się rozkręcamy. Nie mamy kłopotów z samochodem, oprócz palących się hamulców, o których pamiętamy i jedziemy sprawnie. Etap nie należał do trudnych. Podróżowaliśmy przez góry, wąskimi i krętymi szutrowymi, miejscami bardzo śliskimi drogami. Było twardo, trochę fesz feszu, żadnych wydm, dużo szybkich partii. Zajęliśmy dziewiętnaste miejsce, co nas bardzo cieszy. Niestety, w generalce mamy zbyt duże starty żeby się poprawić. Do końca zostały jeszcze dwa etapy, ale to i tak blisko półtora tysiąca kilometrów, więc nie można się jeszcze rozluźnić.

Łukasz Łaskawiec | Fot. Petr LuskŁUKASZ ŁASKAWIEC: - Po wczorajszym dniu nie miałem zbyt dobrego nastroju, ale dziś jest o wiele lepiej. Kolejny, jedenasty etap, już za mną. Dzisiejszy odcinek specjalny podzielony była na dwa kawałki. Pierwszy 230 kilometrowy odcinek przejechałem bez żadnych problemów. Jedyne, co doskwiera mi w Argentynie to strasznie wysoka temperatura. Podczas neutralizacji między dwoma fragmentami oesu – około 160 km – zauważyłem brak powietrza w obu tylnych kołach. Jedno koło udało mi się naprawić, z drugiego cały czas schodziło powietrze. Po naprawie kapci miałem jeszcze 30 km do kolejnego startu. Cały czas jechałem za Touaregiem 302, którego kierowcą jest Katarczyk – ciężko wymówić jego nazwisko, a co dopiero napisać to sobie odpuszczam. W pewnym momencie kiwnął do mnie, żebym podjechał obok niego. Gdy już jechaliśmy obok siebie, dał mi batonik! Nie wiedziałem, o co chodzi. Pierwszy raz coś takiego mnie spotkało, byłem bardzo zaskoczony – to było sympatyczne.
Na starcie tankowałem quada, wtedy znowu nie miałem powietrza w tylnym kole. Cały 150-kilometrowy fragment oesu pokonałem na kapciu. Jakoś bardzo mi to nie przeszkadzało. Kłopot miałem jedynie z wchodzeniem w prawe zakręty, ale poza tym wszystko w porządku. Chociaż na koniec urwałem jeszcze osłonę pod wahaczem – zresztą to już trzecia podczas tego Dakaru.
W campie okazało się, że dziś dojechałem czwarty, i że w generalce też jestem czwarty! Przez kolejne trzy godziny od chwili zjechania na serwis nie mieliśmy od Machacka żadnych wieści. Z powodu urwanej osi Machacek już nie jedzie. Ja czuję już zmęczenie całym rajdem, ale się nie poddaję!!! Fot. Petr Lusk.

Hołowczyc/Fortin | Fot. Orlen TeamKRZYSZTOF HOŁOWCZYC: - Schodziło nam ciśnienie w obu tylnych kołach. Nie wiedziałem, co się dzieje. Musieliśmy wymienić najpierw jedno, a gdy dostaliśmy zapas od Stephane'a Peterhansela, drugie koło. Zatrzymaliśmy się trzy razy, na każdym straciliśmy po dwie minuty i mieliśmy sporo straty do Marka Millera, z którym walczyłem o piątą pozycję w generalce. Później rozpiął nam się centralny dyferencjał w skrzyni biegów. Samochód prowadził się bardzo niestabilnie, cały czas go rzucało, jak nie przodem, to tyłem. Jakoś się udało w ten sposób dojechać do mety i wypracować czwarty czas. Miller miał problemy w dalszej części etapu, ale tak to już jest. To straszne uczucie, które towarzyszyło mi dwa dni temu, kiedy walczyłem na pustyni z wadliwym alternatorem.

Jacek Czachor | Fot. Orlen TeamJACEK CZACHOR: - Startowałem dzisiaj z jedenastej pozycji. Ogólnie starałem się jechać szybko. Popełniłem dwa błędy. Najpierw wjechałem w erozję i wpadłem w dużą wyrwę, później wypadłem z zakrętu i lądowałem w krzakach. Kibice pomogli mi wyciągnąć motocykl. Jestem potwornie zmęczony. Organizator skonstruował naprawdę trudny OS. Teraz już tylko myślę, jak przejechać kolejne dwa etapy i być na mecie w Buenos.

Marek Dąbrowski | Fot. orlenteam.plMAREK DĄBROWSKI: - Cały czas przerywał mi motocykl. Na prostych, gdzie normalnie jadę 160-170 km/godz., mogłem rozwijać zaledwie 110 km/godz. Doganiali mnie wolniejsi zawodnicy i obsypywali kamieniami. Było to bardzo nieprzyjemne. Fot. Orlen Team.

 

Nasser al-Attiyah | Fot. VWNASSER AL-ATTIYAH: - Dzisiaj mieliśmy udany początek. Po prostu trzymaliśmy się za "Peterem". Wszystko było OK, samochód pracował bardzo dobrze i nie było problemów. Na odcinku mocno się kurzyło, ale dobrze, że dojechaliśmy do mety i zobaczymy, co da się zrobić jutro. To będzie inny dzień. Nie wiem, co się stało z Carlosem. Mam nadzieję, że zdoła naprawić koło. Myślę, że dzisiaj Carlos mocno cisnął. Ja jestem całkiem zadowolony. Wykonałem bardzo dobrą robotę - podobnie jak mój pilot i team. Zrobię co mogę, żeby dotrzeć do Buenos Aires. Jutro będziemy otwierać drogę, ale nie sądzę, żeby były jakieś problemy. Pojedziemy naprawdę na luzie.

Carlos Sainz | Fot. VWCARLOS SAINZ: - Cisnąłem tak mocno, jak mogłem - i jadąc w kurzu za Nasserem nie zauważyłem dziury. Wpadłem prosto w nią i złamałem zawieszenie. Próbowałem wszystkiego co mogłem, żeby atakować, bo nie przyjechałem tu po drugie miejsce. Dla mnie liczy się tylko pierwsze - albo nic. Druga czy trzecia lokata są takie same.

Stephane Peterhansel | Fot. x-raid.deSTEPHANE PETERHANSEL: - Problemy Carlosa pozwolą Nasserowi na znacznie bardziej komfortowe ostatnie dwa dni. Przed dwoma laty Carlos też przegrał Dakar na dwa dni przed metą. Wiemy, że wygranie Dakaru jest zawsze skomplikowane - i on właśnie przekonał się, jak bardzo. My nie możemy już za dużo zyskać, podejmując atak. Zajmujemy czwarte miejsce - a trzecie jest za daleko. Wstyd byłoby odpaść z powodu wypadku. Choć czwarte miejsce nie jest dla nas sukcesem, dobrze będzie dla teamu i dla mechaników, jeżeli doprowadzimy samochód do Buenos Aires na tej pozycji. Fot. x-raid.de

Cyril Despres | Fot. KTMCYRIL DESPRES: - Żeby odnieść sukces, trzeba próbować - i ja próbuję. Robię wszystko co mogę, wszystko co potrafię. Trzeba powiedzieć, że odcinek był cudowny. Choć czas nie był wspaniały, przyjemnie się jechało. W 2007 wygrałem rajd na dwa dni przed metą i gdybym nie miał nadziei, niemożliwe, żebym jechał takim tempem. Nadal wierzę, że może się udać - i atakuję. Obydwaj z Marc'kiem jedziemy KTM-ami i to jest przewaga. Jesteśmy dosyć blisko siebie, ale na razie gruba dama jeszcze śpiewa. Pozostały dwa dni.

Marc Coma | Fot. KTMMARC COMA: - To był wielki dzień, choć ciężki, bardzo długi. Na trasie mieliśmy dużo kamieni i wyschniętych koryt rzek. Okazało się, że obydwie części odcinka są wspaniałe. Jechałem dobrym tempem. Pozostał jeszcze ciężki jutrzejszy dzień i wszystko jest możliwe. Jutro wieczorem będziemy bliżej mety. Muszę sprawić, żeby dzień przebiegł OK. Najlepsze jest spokojne podejście. Jeżeli coś się wydarzy, będę musiał się przystosować, ale jeżeli podejdę do sprawy profesjonalnie, to powinno być OK. Powtarzam, jutro jest długi dzień. Zobaczymy, co się wydarzy. Fot. KTM.

Francisco Lopez | Fot. chalecolopez.clFRANCISCO LOPEZ: - Ten odcinek rozpocząłem spokojnie. Chciałem upewnić się, że utrzymam trzecie miejsce. Kiedy przyjechałem na punkt tankowania powiedziano mi, że prowadzę. Wyruszyłem, żeby dogonić Marca i Cyrila, ale 20 kilometrów po tankowaniu przeoczyłem zapis w roadbooku i pojechałem cztery kilometry w niewłaściwym kierunku. Musiałem wrócić, czyli naddałem osiem kilometrów. Już nie zdołałem dogonić czołowej dwójki. W tym roku nie jest łatwo. Chciałem dzisiaj wygrać, ale takie są rajdy. Teraz moim celem jest Buenos Aires. Mimo wszystko, nadal jestem zadowolony. Fot. chalecolopez.cl

źródło:autoklub.pl