Kolejna niesamowita przygoda
 
Debiutant w rallycrossie, Andi Mancin dwa razy dotarł do finału B podczas końcowych rund mistrzostw USA na torze New Jersey Motorsports Park w Millville. W doborowym towarzystwie, bielszczanin zajął dziewiąte, a następnie 10 miejsce w klasie AWD.

- Kilka dni temu wróciłem z USA, gdzie oprócz wyścigów rallycrossowych, zajmowałem się przygotowaniami do Rally America 2011. Za nami kolejna niesamowita przygoda w Stanach Zjednoczonych. Sam nie wiedziałem, czego mogę się spodziewać po 3 i 4 rundzie US Rallycross Championship, ale ponownie impreza przygotowana przez Amerykanów przerosła moje najśmielsze wyobrażenia. Rallycross bardzo szybko zadomowił się w Stanach.

Imponująca była lista zgłoszonych kierowców i moc ich samochodów. Europejscy kierowcy szybko odkryli potencjał nowego cyklu w USA i pojawiali się licznie na kolejnych rundach. To piękne przeżycie móc konkurować z największymi nazwiskami europejskiego rallycrossu.

Amerykański rallycross jeszcze się rozwija. W ostatnich dwóch rundach wprowadzono wiele istotnych zmian. Przede wszystkim już tylko 30 % toru posiada nawierzchnię asfaltową, co znacznie przybliżyło zawody do tych znanych w Europie. Tor w New Jersey jest bardzo techniczny i pełen wymagających, ciasnych miejsc, które nie wybaczają błędów.

Stawka kierowców Rally America przywitała mnie ciepło po mojej nieobecności i wszyscy przyjęli entuzjastycznie wiadomość o moich planach powrotu. Ale na torze już nie było miejsca na uprzejmości. W swojej karierze startowałem w najróżniejszych wyścigach płaskich i autocrossie, więc bezpośrednia walka na torze nie jest dla mnie czymś nowym. Jednak tego, co działo się podczas wyścigów w New Jersey, nie da się do niczego porównać, ponieważ to całkiem inna bajka. Trzeba było jechać ciągle na maksimum i w najwyższym skupieniu, ponieważ ciągle na torze i wkoło samochodu coś się działo.

Mojemu Mitsubishi, chociaż bardzo dobrze przygotowanemu, nadal bliżej było do specyfikacji rajdowej. Mimo niedoboru mocy w porównaniu z samochodami czołówki, jestem bardzo zadowolony z osiąganych przeze mnie wyników. Kwalifikacje ukończyłem na 10 miejscu, jednak pierwszy wyścig to już piąty rezultat. Początki były trudne, zwłaszcza z powodu trudności z doborem odpowiednich opon, ale szybko udało mi się dogadać z samochodem i znaleźć odpowiedni rytm.

Z powodu usterki zawieszenia odpadliśmy niestety, z rywalizacji tuż przed samym finałem. Na szczęście serwis działał bez zarzutu i udało się szybko wymienić uszkodzony amortyzator. Samochód był gotowy do niedzielnej rundy.

Dwa pierwsze wyścigi czwartej rundy to moje piękne i emocjonujące pojedynki z Travisem Pastraną, który mocno naciskał mnie z tyłu. Różnice między nami był naprawdę minimalne. W trzecim wyścigu udało mi się wywalczyć doskonałe trzecie miejsce i dzięki temu ruszałem do finału B z pierwszego pola. Łatwo nie było, ponieważ na starcie miałem za plecami Travisa Pastranę, Andrew Combie-Picarda i Arka Gruszkę. Udawało mi się długo utrzymywać prowadzenie, jednak walka była bardzo agresywna. Kilka razy w mój przedni błotnik uderzył Rhys Millen, co skończyło się niestety tym, że na drugim okrążeniu spadła opona z felgi i musiałem wycofać się z finału.

Mimo tego, że nie dotarłem do mety, uważam, że był to bardzo ważny wyścig, pełen adrenaliny i niesamowitych emocji. Przede wszystkim moim celem było zdobycie jak najwięcej doświadczenia i ten plan zrealizowałem w 100%. Wszystko to przyda się w przyszłym roku.

Dziękuje bardzo Pirelli USA za dostarczenie dla mnie opon naprawdę z najwyższej półki - oraz serwisowi Arka Gruszki, który doskonale spisał się podczas zawodów.

 
Źródło:autoklub.pl